Każdy kraj ma swoje pamiątki, które w każdym czasie i sytuacji są znakiem jednoczącym cały naród. W Polsce mamy wiele takich miejsc i świadectw przeszłości – dzwon Zygmunta, hejnał mariacki, kolumnę Zygmunta, Wawel, Krzyże Gdańskie, Powązki i dużo, dużo więcej…
Portugalia, mały kraj na drugim krańcu Europy, także ma swoje pomniki historyczne. Jednym z najważniejszych jest tak zwany Krzyż São Lázaro (Padrão de São Lázaro). Jest to kamienny, średniowieczny pomnik dziękczynny. Stoi w mieście Guimarães, upamiętniając zwycięską bitwę pod Aljubarrotą w dniu 14 sierpnia 1386 roku – należy zauważyć, że w tym roku mija 640 lat od tego wydarzenia.
Ale po kolei: w 1385 roku sąsiednie Królestwo Kastylii (dzisiejsza Hiszpania) napadło na Portugalię z zamiarem jej zajęcia i aneksji. Portugalczycy, choć znacznie mniej liczni, rozgromili armię wroga. Ta bitwa uratowała suwerenność kraju. Przed starciem król Jan I złożył Bogu i Matce Bożej ślub, że jeśli wygra, odbędzie pieszą pielgrzymkę. Obietnicy dotrzymał i po zwycięstwie przebył drogę pieszo oraz boso. Krzyż postawiono dokładnie w miejscu, w którym król wkroczył do Guimarães, gdzie znajdowało się sanktuarium maryjne będące celem jego wotywnej podróży. Od tamtej pory dla Portugalczyków ten krzyż jest namacalnym dowodem na to, że ich państwo dzięki wierze przetrwało najtrudniejszy moment w swojej historii. Pomnik ukazuje wielką ufność narodu w opiekę i pomoc Matki Bożej w sytuacjach pozornie bez wyjścia. Dlatego po jednej stronie krzyża umieszczono płaskorzeźbę Jezusa, a po drugiej Maryję wizerunku Piety. Nazwa São Lázaro (św. Łazarz) pochodzi od pobliskiego dawnego szpitala dla trędowatych. Z czasem krzyż stał się więc dla mieszkańców miasta także symbolem opieki nad chorymi i odrzuconymi.
Przez lata ten skromny monument stał cicho na uboczu, a Portugalczycy – podobnie jak wiele współczesnych narodów – żyli w swoistym uśpieniu, biorąc swoją tożsamość, wiarę i suwerenność za coś oczywistego. Dopiero gdy tamta lipcowa noc zamieniła bezcenny symbol w stertę gruzu, nastąpiło gwałtowne przebudzenie. Katastrofa ta uzmysłowiła społeczeństwu przerażającą prawdę: zanurzając się w codziennych problemach, zagubili i zaniedbali to, co w ich historii było najniezbędniejsze. Istnieje bowiem głęboki, niemal metafizyczny paradoks w tym, że pomnik, który według części historyków miał upamiętniać także zdobycie Ceuty w 1415 roku i narodziny dawnej potęgi państwa, obrócił się w ruinę. Istniały podejrzenia, że zniszczyli go Muzułmanie, czemu zaprzeczyła portugalska policja (LINK). Nie zmienia to faktu, że w obliczu potężnego kryzysu, jaki dotyka dziś Ceutę, to symboliczne rozsypanie się kilkusetletniego monumentu staje się głośną pobudką. Pokazuje, że gubiąc pamięć o własnych korzeniach i żyjąc jak w uśpieniu, Portugalczycy ale także Hiszpanie nie zauważyli postępujących kruchości fundamentów naszej europejskiej cywilizacji. Roztrzaskany kamień z Guimarães przypomniał brutalną prawdę: utrata szacunku dla narodowych świętości i wartości rzadko bywa odosobnionym incydentem – zazwyczaj zwiastuje znacznie większe, nadchodzące zagrożenia suwerenności, które teraz wyważają bramy Europy.




