piątek, 24 kwietnia 2026

Co sądziłby św. Tomasz o reformie liturgii i o tzw. nowej Mszy Świętej? Wykład Marcina Beściaka, i nauka św. Tomasza z Akwinu oczami ks. Jeana-Michela Gleize’a

Od dłuższego czasu trwa w Kościele dyskusja na temat starego i nowego rytu. Dyskusja nasiliła się ostatnio w związku z prośbą Bractwa św. Piusa X, o dokonanie przez Papieża Leona XIV święceń biskupich. Nie mam zamiaru wnikać w dyskusję i analizę, kto zajmuje w tej sprawie jakie stanowisko. Chcę natomiast porozmawiać o rytach, starym i nowym. Bezpośrednią przyczyną podjęcia tej dyskusji są dwa wykłady opublikowane w sieci. Pierwszy, na oficjalnym kanale YT Bractwa, który nazywa się Tradycyjne Kazania. Homilia nosi tytuł: Czarne msze parodiują tylko tradycyjną Mszę Świętą. Poniżej cały film:


Nie ukrywam, że wiele homilii z tego kanału jest bardzo wartościowych, i wartych wysłuchania. Natomiast swoją przygodę z tym kanałem zakończyłem po wysłuchaniu powyższej homilii. Chodzi dokładnie o fragment około 22:30, kiedy kapłan stwierdza: Wiele świadectw satanistów, którzy się nawrócili potwierdza, że na czarnych mszach profanuje się tylko katolicki ryt rzymski. Na czarnych mszach nikt nie profanuje Novus Ordo, bo czyż diabeł pozwoliłby sobie na profanację profanacji, którą sam wymyślił?   

Warto zatem przyjrzeć się pewnym podstawom teologiczno - filozoficznym starego i nowego rytu, celem wyjaśnienia (bez emocji i rzucania pochopnych oskarżeń) z czym mamy do czynienia. Warto też zauważyć, jak stanowisko tzw. tradycjonalistów dotyczące obu rytów ewaluowało z czasem.  

Postać, którą wszyscy katolicy znają a przynajmniej znać powinni, jest pan doktor Marcin Beściak. To wybitny tłumacz wielu książek, znany z wystąpień m.in na kanale PCh24 w doskonałej serii rozmów z redaktorem Pawłem Chmielewskim, o filozofii św. Tomasza z Akwinu. Doktor Beściak jasno, i w prosty sposób, przybliża (nie czarujmy się miejscami bardzo trudne) dzieła Akwinaty (rozmowy te, i kilka innych materiałów, zgrupowane na jednej playliście można odtworzyć TUTAJ). Wśród tych materiałów jest wystąpienie opublikowane na kanale Opolskiego Środowiska Tradycji Łacińskiej z 25.11.2023 roku, które miało miejsce podczas serii prelekcji na temat 60. rocznicy Konstytucji o Liturgii Świętej "Sacrosanctum Concilium" Soboru Watykańskiego II. w Opolu, w Centrum Dialogu Obywatelskiego. Wystąpienie dr Beściaka dotyczy obu rytów i jest niezwykle interesujące. Najważniejsze tezy, istotne dla przedmiotu wpisu, są podkreślone i wytłuszczone. 

Na początku Prelegent wspomina o podjętym dziele tłumaczenia wszystkich książek św. Tomasza z Akwinu. Autor referatu nie jest teologiem, jest filozofem. Zatem zasadne staje się pytanie, co sądziłby św. Tomasz o reformie liturgii i tzw. Nowej Mszy. Mimo deklaracji autora, że podejmie próbę odpowiedzi na to pytanie, ta jednak nie finalnie nie pada, o czym dalej. 

Kult liturgiczny a cnota religijności. Jeśli mówi się o cnocie to należy ona do sfery moralności. Cały czas jesteśmy świadkami sporu na temat Liturgii. Pada tutaj wiele argumentów, odwołujących się do moralności, religijności itd. Autor wybiera pole moralnego podejścia do Liturgii. W niej bowiem wyraża się moralność katolicka, ale jest to relacja dwustronna bo Liturgia tą moralność kształtuje. Z jednej strony istnieje wolność jednostki, z drugiej są uprawnienia władz kościelnych, aby kształtować kult Kościoła Katolickiego. Z jednej strony jest dążenie do sacrum, a drugiej zwrot do człowieka, tak aby liturgia była łatwa w odbiorze (np. brak obciążeń w postaci bariery językowej). 

Istnieje ścisły związek między liturgią a moralnością. Św. Tomasz mówi o cnocie religijności, której aktem jest kult oddawany Panu Bogu przez Kościół. Obie te sfery spotykają się w postaci dobrego postępowania chrześcijanina. Pojawia się kolejne pytanie, mianowicie, czy refleksja nad Liturgią powinna odwoływać się do opinii Akwinaty? Znajdziemy tutaj argumenty za, jak i przeciw. Św. Tomasz ma szczególną rangę wśród Ojców Kościoła, trzymanie się zasad Jego filozofii gwarantuje zachowanie ortodoksji katolickiej, jest to bastion chroniący przed atakami herezji. Doktor Anielski, żyjący w XIII wieku był dzieckiem wybitnej epoki kultury chrześcijańskiej. Zarzuty przeciwne to okres życia Akwinaty, czyli odległość w czasie do człowieka żyjącego dziś, czyli św. Tomasz podlegał pewnym ograniczeniom żyjąc w tamtych czasach (np. wiedzy naukowej). Barierę stanowi też sam język autora, chodzi tutaj nie o łacinę, ale o język miejscami bardzo zaawansowanej filozofii abstrakcyjnej odziedziczony przez wcześniejszych autorów. Jest to dość odległy dla nas aparat pojęciowy. Wielu operuje zatem argumentem, że odwoływania się do dzieł Akwinaty to swoistego rodzaju krok wstecz.

Św. Tomasz ma do zaoferowania znaczne zbliżenie moralności i liturgii, i ich punktu stycznego. Takie podejście nie pomija roli podmiotu w liturgii. Jej głównym przedmiotem jest Bóg, ale wpływ jej na człowieka nie może być pomijany. Akwinata mówiąc o kulcie nie ma na myśli pewnego zbioru zewnętrznych obrzędów, ale ma na myśli głównie ludzki akt, coś co wyraża życie moralne i duchowe katolika, jak i je kształtuje. Takie myślenie pozwala dostrzec uświęcającą moc Liturgii, jako wyraz dobra. Cnota w tym cnota religijności, której wyrazem jest akt liturgiczny, czyni dobrym nie tylko samo działanie, ale doskonali moralnie człowieka, który to działanie wykonuje. Oczywiście zawsze na miejscu pierwszym jest oddawanie Bogu należnej chwały. 

Natura i konieczność kultu - stanowi on sposób wspólnotowej realizacji I Przykazania, cześć Bogu i tylko Bogu. Człowiek ma oddawać cześć w duchu, ale i przez zewnętrzne odznaki. To obejmuje cnotę wiary i miłości, czyli wewnętrzne życie Boże. Cnoty wiary, nadziei i miłości są cnotami teologalnymi, bo mają za cel Boga. Cnota religijności (aktem jej jest oddawanie czci) nie jest cnotą teologalną, bo jej przedmiotem nie jest Bóg (on jest celem) a jest sposób w jaki oddajemy Bogu cześć. Akt ten jest określony przez obrządek liturgiczny Kościoła. Wewnętrzne akty cnót nie starczą by wyrazić szacunek Bogu, człowiek nie jest Aniołem, ma duszę i ciało, więc z natury nasze działanie musi mieć aspekt duchowy i cielesny. Dlatego człowiek wchodzi w relację z Bogiem przez religijność (religio pochodzi o czasownika religare - przywiązywać).

Religijność to przywiązanie do Boga, nie tylko wierzenie, ale i działania zewnętrzne. Każdy kto chce oddawać Bogu należną cześć musi posługiwać się praktykami - religijnym obrządkiem zwanym kultem zewnętrznym. Ten musi obejmować zarówno akty zewnętrzne i wewnętrzne (te drugie są wynikiem pierwszych). Ten kult jest niezbędny do zbawienia. 

Będąc aktem cnoty religijności (pobożności) kult należy do sfery moralnej. Nie znaczy to, że oprócz przykazań moralnych wynikających z Prawa Bożego nie będą tu konieczne przepisy pochodzące z prawa nadawanego przez Kościół. Kult ma charakter indywidualny ale i grupowy - tutaj potrzebne są regulacje.

Mówiąc o kulcie musimy rozróżnić jego przedmiot i cel. Św Tomasz mówiąc o cnocie religijności definiuje to co ofiarujemy Bogu i to komu kult składamy. Cnota religijności przyporządkuje nas do Boga jako do celu. Bóg jest ostatecznym celem wszystkich cnót (ich celem jest uczynienie człowieka dobrym), natomiast w sensie bliskim, Bóg jest celem cnoty pobożności i religijności. Z tego wynika, że religijność, nie będąc cnotą teologalną, musi być z konieczności cnotą moralną. Ta natomiast dotyczy środków prowadzących do celu. To oczywiście nie umniejsza roli kultu i Liturgii, one są kluczowe w stosunku do Boga. Ceremonie liturgiczne nie są tożsame z Bogiem. Musi istnieć odpowiedniość, tym uzasadnia się istnienie piękna w Liturgii. Wszystko to jest wynikiem odpowiedniości między majestatem a sposobem oddawania czci. Nie są to racje czysto estetyczne, ale konieczność oddawania chwały Bogu.

Kult potrzebuje posługiwać się rzeczami najpiękniejszymi i najcenniejszymi żeby próbowały odzwierciedlać wzniosłość Majestatu. Człowiek powinien oddawać Bogu to co mu się należy na tyle, na ile jest to możliwe (nie jesteśmy w stanie się wypłacić w sposób równy Bogu, bo wszystko mamy dzięki Bogu). Nigdy zatem Bogu nie spłacimy długu. Cnota religijności oddaje Bogu co mu się należy - jest to przyporządkowanie przez Akwinatę jej do cnót sprawiedliwości. Tej istotą jest oddawać każdemu to, co mu się słusznie należy. Św. Tomasz stwierdza, że religijność w tym sensie jest częścią i szczególnym przypadkiem cnoty sprawiedliwości, co było już zauważone przez Cycerona. Z uznania religijności za cnotę moralną wynika fakt, że każda cnota moralna polega na obieraniu i zachowywania złotego środka. Bóg jest nieskończony, nie da się go nadmiernie miłować, Bóg jako przedmiot nadaje tym cnotom miarę, a ponieważ jest nieskończony, to miarą tych cnót jest nieskończoność. Inaczej jest w cnotach moralnych. Ich miarą nie jest bezpośrednio Bóg, ale sposób osiągania celu np. oddania chwały Bogu. W przypadku cnót moralnych cnota ma nas nauczyć zachowywania złotego środka, np. cnota męstwa jest środkiem między tchórzostwem a brawurą. Obie one są złe, ale środkiem (cnotą) jest męstwo. Podobnie jest z innymi cnotami, na przykład hojność jest złotym środkiem między rozrzutnością a skąpstwem. Środek pozwala wystrzegać się wadliwych postaw.

Jak to ma się do religijności? Jest tutaj możliwy i nadmiar i brak. Środek wyznacza się według równości (nie ilościowej) w uczynkach, które spełniamy dla Boga. Nadmiarem jest przesada np. oddawanie czci w niewłaściwym czasie. Nadmiar nie podlega na oddawaniu zbyt wielkiej chwały, ale chodzi o wynaturzony kult (np. zaniedbanie obowiązków stanu kosztem praktykowania cnoty pobożności). Taka przesada powoduje, że cnota staje się zabobonnością która jest grzechem ciężkim. Religijność ma charakter relacyjny, co nie jest powszechne wśród cnót (np. męstwo). Religia jest tym, co nas przywiązuje do Boga jako naszego Stwórcy i ostatecznego celu. Nie tylko zakłada ona istnienie elementu ludzkiego i boskiego, ale jest w całości nakierowana na Boga. Akty pobożne (w tym Liturgia) jeśli są wykonywane w sposób szczery i prawidłowy, zawsze mają charakter altruistyczny (twierdzenie to jest czerwoną kursywą bowiem jest jednym z kluczowych dla całego tekstu). Jest tak nawet jeśli są realizowane one w formie pobożności indywidualnej, a nie wspólnotowej. Św Tomasz chętnie używa terminu publicznego poświadczenia wiary - to kolejny aspekt kultu, uczestnicząc w kulcie składamy świadectwo wiary i pobudzany innych żeby czynili to samo. 

Inne cele kultu: jest on zorganizowany dla czczenia Boga, daje nam on zasady postępowania przepisywane przez Boga i oprócz oddawania czci liturgia ma inne cele (człowiek jest zobowiązany wobec Boga do oddawania kultu, drugi aspekt ma charakter przebłagalny za grzechy, trzeci aspekt to otrzymanie dóbr - aspekt dziękczynny i aspekt błagalny - to czego oczekujemy). Tak postrzegany kult dotyczy też nie tylko Boga, ale samego podmiotu uczestniczącego w Liturgii. Bóg jako taki nie potrzebuje naszej czci, ona nic Bogu nie dodaje, my jesteśmy beneficjentami kultu. Bóg nie szuka korzyści w naszych dobrych uczynkach, tylko chwały. Ofiary i dary są nie tylko dla Boga ale dla nas i bliskich. Mamy za zadanie rozwijać swoją pobożność.

Finalnie autor stara się udzielić odpowiedzi na temat reformy liturgicznej, i postulować zdanie na jej temat św. Tomasza. Powołuje się w tym miejscu na książkę której był tłumaczem. Kwesta dotycząca wątpliwości została, zdaniem autora, wyjaśniona w dziele Drugi Sobór Watykański w Pytaniach i Odpowiedziach. Książka zdaniem Prelegenta napisana jest w duchu św. Tomasza, są tam pytania i odpowiedzi. Jest to, zdaniem dr Beściaka, zwięzłe opracowanie, które jest najbliższe myślom św. Tomasza, wypracowane przez ks. Jeana-Michela Gleize’a z FSSPX.                                                 


Zatem nie pozostało nic innego, jak przestudiowanie owej pozycji w części dotyczącej reformy Liturgii.
 

Tej dotyczy pierwszy i  drugi rozdział, zatytułowane odpowiednio: Czy Nowa Msza jest dobra? oraz Czy Nowa Msza jest ważna? 
 
Zanim dokonam streszczenia tych rozdziałów jedna uwaga. Mylącym jest stwierdzenie, że książka daje jednoznaczne odpowiedzi na postawione w tytułach pytania. Jest tak bo mimo podobieństwa do dzieł Akwinaty, brak w niej tego, co w dziełach św. Tomasza jest decydujące. Otóż Akwinata stawiał pytania jako tytuły rozdziałów (tutaj mamy pełną zgodność z omawianą książką), następnie stawiał tezy na nie, oraz tezy na tak. Finalnie formułował odpowiedzi, mało tego rozdział kończył podsumowaniem: Na zarzuty należy odpowiedzieć, w którym jasno rozstrzygał wątpliwości. I tego nie znajdzie czytelnik w książce ks. Gleize. Zamiast tego, znajdzie dość zawikłane miejscami wywody, oparte nie na faktach i jasnych przesłankach, tylko na swoistego rodzaju domysłach często o charakterze spekulatywnym. Sprawia to, że książka rozczarowuje, przynajmniej tak jest w moim przypadku. Nie tego oczekiwałem, bo bez względu na to, czy zgadzamy się ze stwierdzeniami homilii otwierającej niniejszy wpis, czy nie, nie można zarzucić jej braku jasnych tez. Resumując, czytelnik nie znajdzie w książce ks. Gleize rozstrzygnięcia i odpowiedzi na zasadnicze pytanie tego wpisu. Przypominają się w tym miejscu słowa Jezusa ChrystusaNiech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.
 
Pozostaje jeszcze dokonanie streszczenia obu wspomnianych rozdziałów, i uzasadnienie powyższych twierdzeń.  
 
Zatem rozdział: Czy Nowa Msza jest dobra? podaje następujące argumenty na nie: nowy ryt znacząco oddala się od katolickiej definicji Mszy, nie wyraża wiary katolickiej w sposób jasny, ma protestancki posmak. 
 
Argumenty na tak: (ryt) wyraża wiarę katolicką, jest pobożny, spełnia katolicką definicję Mszy, nie pomniejsza obecności substancjalnej Jezusa Chrystusa, Msza jest ofiarą a nie pamiątką ofiary, zawiera takie same słowa konsekracji jak stara Msza. 
 
Analiza krytyczna ks. Gleize bazuje na kilku stwierdzeniach: nowa Msza oddala się od doktryny, nie potwierdza doktryny w sposób tak wystarczający, jak miało to miejsce wcześniej, nowy Mszał uczynił niejasnym i niejednoznacznym objaśnienia skodyfikowane w Mszale Piusa V, nowa Msza jest pozbawiona wyjaśnień koniecznych do integralnego wyrażenia wiary katolickiej, nowa Msza jest nie tylko zła, ale i bezprawna, mimo pozorów legalności.
 
Odpowiedzi na zarzuty: Nowy ryt rzeczywiście oddala się od katolickiej definicji Mszy. Nowa Msza jawi się bardziej jako pamiątka, niż Ofiara Krzyża. Słowa konsekracji mogą oznaczać nie sam fakt ofiary Chrystusa, ale zwykły opis jej ustanowienia. Wynika to z faktu, że słowa konsekracji są integralną częścią zbioru znaków, a te zostały zmienione. 
 
Jak zatem widzimy, analiza nie prowadzi do jednoznacznej odpowiedzi na postawione w nagłówku rozdziału pytanie. 
 
Przejdźmy teraz do rozdziału pt. Czy Nowa Msza jest ważna? Tutaj bowiem mamy do czynienia z podobną sytuacją arbitralności i niejasności.
 
Argumenty za ważnością nowej Mszy: użycie chleba i wina, powszechnie ważne prawo, jednomyślność odprawiania tej praktyki na całym świecie, zawiera ważne słowa Konsekracji, podporządkowana jest dobremu celowi, jest sakramentem i jak inne, jest ważna nawet jeśli jest odprawiana przez kapłanów którzy nie wiedzą co czyni Kościół w tym sakramencie.
 
Argumenty przeciw: nowa Msza została utworzona żeby mogli ją też odprawiać protestanci, ci nie wierzą w ofiarę więc jest nieważna, (stara Msza) została wynaturzona żeby zyskać uznanie protestantów, nie wyraża wiary w realną obecność ani w charakter ofiarny, znaczenie nowego rytu jest wybrakowane, ma dwuznaczną formę, nie wyrażą jasno celu Mszy. 
 
Kluczowy dla całej dyskusji argument przez ks. Gleize na nie (cytowany w całości) brzmi: Po dwunaste, kapłani odprawiający Mszę w nowym rycie, chcą czynić to, co czyni nowy ryt, tzn. celebrować pamiątkę Ostatniej Wieczerzy, wspólnotowy posiłek. Tymczasem nie taka jest intencja Kościoła. Dlatego Msza w nowym rycie jest nieważna. 
 
Rodzą się tutaj pytania, skąd autor zna intencje (wszystkich) księży? Po drugie, przecież podczas nowej Mszy jasno pada prośba (epikleza) do Boga, żeby złożone na Ołtarzu dary stały się Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa. Transsubstancjacja jest zatem najważniejszym momentem Mszy Świętej. 
 
Kluczowy fragment książki ks. Gleize to wniosek, że słowa konsekracji podczas Nowej Mszy mogą być ważne na mocy intencji celebransa. Mogą jednak i nie być, co wynika z mocy samej formuły sakramentalnej i z jej znaczenia jaką miała w dawnym mszale. Rodzi to wątpliwość, czy nowo święceni kapłani będą w stanie ważnie konsekrować. Reasumując: Wszystko zależy więc od tego, jakie znaczenie dany ryt przypisuje słowom konsekracji. Jeśli ryt wskazuje, że słów tych używa się, aby skutecznie urzeczywistnić sakramentalne misterium transsubstancjacji, mamy do czynienia z ważnie sprawowaną Mszą Katolicką. Jeśli jednak ryt pozwala rozumieć, że tych samych słów używa się dla "opisu ustanowienia" Eucharystii, wówczas mamy do czynienia z prostą pamiątką męki i Śmierci Jezusa.
     
Taka argumentacja byłaby słuszna, gdyby w nowej Mszy nie padały podane powyżej słowa. Trudno zgodzić się z opinią autora, że kapłan prowadzący Mszę wg. nowego rytu nie rozumie, że dochodzi do transsubstancjacji. Rozumieją to też wierni, którzy klęczą podczas Przeistoczenia, jak i przyjmują Komunię Świętą na klęczkach, a podczas jej podawania padają z ust kapłana słowa: Ciało Chrystusa, a nie: Pamiątka Ciała Chrystusa. Dowodzi tego cały obrządek podczas Mszy, sposób w jaki kapłan obchodzi się z każdym, nawet najdrobniejszym, kawałkiem Ciała Pana Jezusa. Niemniej prawdą jest, że przyjmowania Komunii w inny sposób dowodzi głębokich deficytów, a zgoda na to Kościoła jest, w mojej ocenie, wielkim błędem. Stąd wyniki nadania opinii społecznej, pokazujące że np. w USA tylko 30 % wierzy w przeistoczenie (LINK). 
 
W dalszej części książki autor skupił się na roli intencji kapłana. Aby skończyć ten przydługawy tekst pora na kolejny rozstrzygający cytat: A zatem kapłan, który sprawowałby mszę według Novus Ordo lub nawet Mszę Świętą Piusa V z wyraźną intencją nie sprawowania Mszy takiej, jaką sprawowano przed II Soborem Watykańskim, który przeczyłby ofiarnemu charakterowi Mszy lub realnej obecności, nie sprawowałby Mszy w sposób ważny. 
 
 
Pewien dodatkowy wkład w dyskusję niesie opinia, jaką ostatnio w rozmowie z red. Pawłem Chmielewskim, wyraził dr Paweł Milcarek - filozof i publicysta katolicki (od około 22 minuty). Wygłosił on opinię, że w nowym rycie jest pewne zubożenie, ale zależy w którym miejscu, bowiem nowy Mszał daje więcej możliwości kapłanowi do wielbienia Pana Boga. Co więcej, redaktor nie wymienia głównych zarzutów stawianych przez ks. Gleize, nie wspominając już o zarzutach z pierwszego nagrania tego wpisu. Zwraca on też uwagę, że w nowym rycie nie ma tylu odniesień do grzechu i piekła.     
 
Wnioski z tego wpisu są następujące: 
 
Ewolucja stanowiska bractwa FSSPX co do Nowej Mszy (patrz film powyżej) jest widoczna, i nie jest zgodna ze stanowiskiem ks. Gleize.  
 
Nowa Msza jedynie rodzi pewne niebezpieczeństwa dla wiary, jednak nie jest to żaden satanistyczny rytuał, a podstawy starego rytu zostały w niej zachowane. 
 
W obu rytach, zarówno kapłani, jak i wierni, muszą mieć szczere intencje, co do prawidłowego wykonywania obrzędu i przyjmowania Ciała (i Krwi) Pana Jezusa.
 
Patrząc okiem zwykłego śmiertelnika, władze Kościoła nie powinny zakazywać ani starego, ani nowego rytu. Natomiast człowiek z małego miasteczka lub wsi, nawet gdyby chciał uczestniczyć w codziennych nabożeństwach według starego rytu, zwyczajnie nie ma takiej możliwości. W niektórych dużych miastach nie ma Mszy wg. tego rytu nawet w niedzielę, nie mówiąc o codziennym uczestnictwie. 
 
I jeszcze, okiem śmiertelnika ponownie: Jezus Chrystus powiedział w objawieniu zawartym w Poemacie Boga-Człowieka (trwa dyskusja nad uznaniem go przez Kościół) cyt.: Mówcie to co potraficie, i jak potraficie. To nie słowa modlitw, lecz nastawienie im towarzyszące sprawia, że modlitwy są miłe ojcu.     
 
Reszta pozostaje w rękach Pana Boga.
 
Boże wieczny, Boże żywy -
Odkupicielu prawdziwy -
Wysłuchaj nasz głos płaczliwy
 
Któryś jest na wysokości - 
Schyl nieba, użycz litości -
Spuść się w nasze głębokości
 
Obejdź się z nami łaskawie -
Zmiłuj się po nagłej sprawie -
Racz przyjść ku Twej wiecznej sławie