Niedawno opisaliśmy postać O. Leopolda Mandica, którego relikwie były w naszym posiadaniu (LINK). A dzisiaj chcemy opowiedzieć o księdzu Dolindo Ruotolo, równie schorowanym i obdarzonym także mizerną posturą.
Ks. Doligno, autor popularnej modlitwy, w formie aktu strzelistego: O Jezu, oddaję się Tobie, zajmij się tym urodził się w 1882 roku w Neapolu jako piąte z jedenaściorga dzieci. W wieku około 14 lat, wraz z bratem Elio, wstąpił do Szkoły Apostolskiej Księży Misji w Neapolu. Otrzymał święcenia prezbiteratu w 1905 roku, po czym przełożeni mianowali go nauczycielem śpiewu gregoriańskiego dla duchownych oraz profesorem matematyki, historii, geografii i greki w miejscowej szkole. Wszystko to było jednak możliwe tylko dzięki szczególnej interwencji Matki Bożej: w rzeczywistości Don Dolindo był, jak sam przyznawał, idiotą (sciosciammoccą). Nie odnosił żadnych sukcesów w nauce, jego nauczyciele nazywali go katastrofą i imbecylem. Aż pewne dnia zmęczony tym Dolindo poprosił Matkę Bożą o pomoc. Jak sam napisał na odwrocie małego obrazka Madonny: Tylko Bóg! Niech żyje Maryja! Byłem nieświadomym dzieckiem, z trudem uczyłem się i wkuwałem, powtarzając trzykrotnie pierwszą klasę liceum. Przywdziałem habit duchowny 15 czerwca 1896 roku i modliłem się do Matki Bożej przed tym wizerunkiem, prosząc Ją o inteligencję. Odmawiałem Różaniec Święty z kolegami ze studiów i miałem przed sobą ten obraz oparty o książkę. Powiedziałem do Matki Bożej: „O moja słodka Matko, jeśli chcesz, żebym został księdzem, daj mi inteligencję, bo widzisz, że jestem idiotą. I nagle podobno poczuł, że wszystko czego z takim trudem się uczył pamięta i rozumie…
Imię Dolindo, które nosił pochodzi od łacińskiego czasownika doleo, oznaczającego uczucie bólu, cierpienia. Nic nie mogłoby być bardziej trafne, biorąc pod uwagę, że dorastał w biedzie a potem, gdy już został księdzem, przeżywał różne problemy, które doprowadziły do jego suspendowania a divinis, a nawet oskarżenia o bycie formalnym i dogmatycznym heretykiem przez urząd inkwizycji Świętego Oficjum. Przeżył dużo, był nawet poddany badaniom psychiatrycznym, po których nie stwierdzono żadnych problemów, oraz egzorcyzmom. Został ostatecznie zrehabilitowany 17 lipca 1937 roku. A mimo to nigdy się nie skarżył i nie buntował, co czyni go do podobnym do św. O. Pio z Pietrelciny, który go podziwiał i nawet powiedział o nim te słynne słowa do wiernych z Neapolu, którzy odwiedzali go w San Giovanni Rotondo: Po co tu przyjeżdżacie, skoro macie Don Dolindo w Neapolu? Idźcie do niego, on jest święty”.
Wierni w Neapolu nazywali go O vecchiariello d'a Madonna (dziadunio od Madonny). Objawiał mu się Jezus, Matka Boża i własny Anioł Stróż, z którymi rozmawiał. Z Matką Bożą wspólnie śpiewał. Był kompozytorem pieśni religijnych. Niedawno w Bazylice Jasnogórskiej odbył się koncert złożony z jego utworów
Otrzymaną od ks. Dolindo pocztówkę przekazał słowackiemu biskupowi mającemu szerokie kontakty w Watykanie, Pawłowi Hnilicy. Nota bene Laskowski był jego sekretarzem. A także dzięki licznym znajomościom – swoistym aniołem stróżem, chroniącym biskupa przed komunistycznym wywiadem.
Biskup Paweł Hnilica, to ten który 25 marca, na Kremlu, ukryty za wielką płachtą Prawdy, wymówił słowa poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, w ten sposób dopełniając nakaz Maryi objawiony w Fatimie. Hnilica po wstąpieniu do zakonu jezuitów w Bratysławie został potajemnie wyświęcony na księdza w roku 1950, a zaraz potem na biskupa w 1951 roku przez Roberta Pobożnego (1890-1972), biskupa Rożniawy. Dzięki temu sam mógł wyświęcić 27-letniego Jana Chryzostoma Koreca (1924-2015), biskupa (i przyszłego kardynała), który po dziewięciu latach potajemnej posługi kapłańskiej został aresztowany oraz skazany na dwanaście lat więzienia.
W grudniu 1951 roku, kiedy biskup Hnilica został zmuszony by uciekać z kraju i wyjechać do Rzymu, Pius XII w pełni aprobował sposób działania Kościoła w Czechosłowacji, potwierdzając ważność jego potajemnych święceń i odrzucając wszelkie porozumienie z komunistycznym reżimem. W orędziu radiowym z 23 grudnia 1956 roku papież stwierdził: Zresztą po co z sobą rozmawiać, skoro nie ma się wspólnego języka, i jakże byłoby możliwe spotykać się na rozbieżnych drogach, tzn. gdy jedna ze stron uporczywie odrzuca wartości absolutne i zaprzecza im, tak iż wszelka koegzystencja w istocie jest niemożliwa?.
Dnia 13 maja 1964 roku, w czasie Soboru Watykańskiego II, Paweł VI ujawnił publicznie, że Hnilica jest biskupem – co do tamtej pory utrzymywano w tajemnicy. Ten nowy status pozwolił słowackiemu biskupowi wziąć udział w ostatniej sesji soboru, na której przyłączył się do Ojców Soboru, którzy domagali się potępienia komunizmu. Hnilica oświadczył w auli, że dokument soborowy Gaudium et Spes mówi tak mało o ateizmie, że to właściwie tak samo, jak nic nie powiedzieć. (AS, IV/2, ss. 629-631). Niestety, jego głos został wtedy – z ostrożności – wysłuchany, ale nie spowodował ostrzejszego stanowiska. Niemniej po wyborze Karola Wojtyły, biskup Hnilica pokazał pocztówkę papieżowi Janowi Pawłowi II.
Jeszcze jedno łączy ks. Dolindo z Polską – otóż spowodował wykonanie wizerunku Jezusa, na podstawie tego, co widział w objawieniach. Obecnie zdjęcie tego obrazu (oryginał został skradziony dawno temu) wisi nad grobem mistyka. Obraz namalowała Lucia Altomare La Porta, malarka z Trani, według wskazówek ojca Dolindo i na podstawie wizerunku z Całunu Turyńskiego. Według wspomnień jej córki Anny, proces malowania był trudny. Artystka poprawiała i malowała wiele wizerunków, aż w końcu ks. Dolindo uznał, że otrzymany portret jest zbliżony do wizji, jakich doświadczał. Anna doskonale pamiętała jak do tego doszło, miała wtedy dziesięć lat. Do księdza ją i jej matkę przywiódł jej ojciec, Vittorio. Często obie przyjeżdżały na Msze Święte celebrowane przez mistyka. Po krótkim czasie zaczęły odwiedzać jego dom. 1 listopada 1960 roku ks. Dolindo został dotknięty wylewem i częściowym paraliżem ciała. Wtedy zaczął sprawować Eucharystię w swoim domu. Lucia pewnego dnia przywiozła mu w prezencie szkic jego twarzy, który wykonała na podstawie zdjęcia. Ojciec Dolindo przyjrzał się z uwagą portretowi i powiedział: Lucia, skoro jesteś tak dobrą malarką, musisz namalować mi Jezusa!” – „Namalujesz Go takim, jak ci opiszę: jasne i niebieskie oczy, włosy opadające na ramiona, w kolorze orzecha. A ponieważ Lucia umiała malować portrety tylko z fotografii, na wzór dał jej zdjęcia całunu turyńskiego…
W 2018 roku w Trani odbyła się wystawa obrazów Lucia Altomare La Porta – niestety, w Internecie nie zamieszczono jej prac poza jedną, którą reklamowano wernisaż (LINK).
Czekamy na tłumaczenie książki na język polski, bowiem Apokalipsa jest Księgą doskonale spinającą Pisma Starego i Nowego Testamentu, zatem opinie o niej włoskiego mistyka muszą byc niezwykle ciekawe.


