piątek, 26 czerwca 2026

Nieznany wizerunek Jezusa Chrystusa i przepowiednie o Polsce z objawień Ojca Dolindo

 Niedawno opisaliśmy postać O. Leopolda Mandica, którego relikwie były w naszym posiadaniu (LINK). A dzisiaj chcemy opowiedzieć o księdzu Dolindo Ruotolo, równie schorowanym i obdarzonym także mizerną posturą.  


Zmarł 19 listopada 1970 roku, a jego proces beatyfikacyjny jest w toku. Został pochowany w kościele San Giuseppe dei Vecchi i Immacolata di Lourdes w Neapolu, przy Via Salvatore Tommasi. Co roku, w rocznicę śmierci przy jego grobie gromadzą się tłumy, aby oddać mu hołd, ale przede wszystkim pomodlić się, przedłożyć swoje kłopoty i trzykrotnie zapukać w marmurowy sarkofag. A to dlatego, że jeszcze za życia, neapolitański ksiądz obiecał, że: Kiedy umrę, przyjdźcie do mnie, zapukajcie trzy razy do mojego grobu, a ja wam odpowiem. Tą odpowiedzią jest podobno cichy dźwięk dzwonka oznaczający wysłuchanie modlitwy.


Wśród katolików, którzy oddają hołd kapłanowi, wielu pochodzi z Polski, a wszystko dlatego, że ks. Dolindo był związany z naszym krajem poprzez swoje proroctwa… Ale po kolei:
 

Ks. Doligno, autor popularnej modlitwy, w formie aktu strzelistego: O Jezu, oddaję się Tobie, zajmij się tym urodził się w 1882 roku w Neapolu jako piąte z jedenaściorga dzieci. W wieku około 14 lat, wraz z bratem Elio, wstąpił do Szkoły Apostolskiej Księży Misji w Neapolu. Otrzymał święcenia prezbiteratu w 1905 roku, po czym przełożeni mianowali go nauczycielem śpiewu gregoriańskiego dla duchownych oraz profesorem matematyki, historii, geografii i greki w miejscowej szkole. Wszystko to było jednak możliwe tylko dzięki szczególnej interwencji Matki Bożej: w rzeczywistości Don Dolindo był, jak sam przyznawał, idiotą (sciosciammoccą). Nie odnosił żadnych sukcesów w nauce, jego nauczyciele nazywali go katastrofą i imbecylem. Aż pewne dnia zmęczony tym Dolindo poprosił Matkę Bożą o pomoc. Jak sam napisał na odwrocie małego obrazka Madonny: Tylko Bóg! Niech żyje Maryja! Byłem nieświadomym dzieckiem, z trudem uczyłem się i wkuwałem, powtarzając trzykrotnie pierwszą klasę liceum. Przywdziałem habit duchowny 15 czerwca 1896 roku i modliłem się do Matki Bożej przed tym wizerunkiem, prosząc Ją o inteligencję. Odmawiałem Różaniec Święty z kolegami ze studiów i miałem przed sobą ten obraz oparty o książkę. Powiedziałem do Matki Bożej: „O moja słodka Matko, jeśli chcesz, żebym został księdzem, daj mi inteligencję, bo widzisz, że jestem idiotą. I nagle podobno poczuł, że wszystko czego z takim trudem się uczył pamięta i rozumie…

Imię Dolindo, które nosił pochodzi od łacińskiego czasownika doleo, oznaczającego uczucie bólu, cierpienia. Nic nie mogłoby być bardziej trafne, biorąc pod uwagę, że dorastał w biedzie a potem, gdy już został księdzem, przeżywał różne problemy, które doprowadziły do jego suspendowania a divinis, a nawet oskarżenia o bycie formalnym i dogmatycznym heretykiem przez urząd inkwizycji Świętego Oficjum. Przeżył dużo, był nawet poddany badaniom psychiatrycznym, po których nie stwierdzono żadnych problemów, oraz egzorcyzmom. Został ostatecznie zrehabilitowany 17 lipca 1937 roku. A mimo to nigdy się nie skarżył i nie buntował, co czyni go do podobnym do św. O. Pio z Pietrelciny, który go podziwiał i nawet powiedział o nim te słynne słowa do wiernych z Neapolu, którzy odwiedzali go w San Giovanni Rotondo: Po co tu przyjeżdżacie, skoro macie Don Dolindo w Neapolu? Idźcie do niego, on jest święty”.

Wierni w Neapolu nazywali go O vecchiariello d'a Madonna (dziadunio od Madonny). Objawiał mu się Jezus, Matka Boża i własny Anioł Stróż, z którymi rozmawiał. Z Matką Bożą wspólnie śpiewał. Był kompozytorem pieśni religijnych. Niedawno w  Bazylice Jasnogórskiej odbył się koncert złożony z jego utworów 


Dolindo jest także z tego z przepowiedni wyboru Karola Wojtyły na papieża i zapowiedzi upadku Muru Berlińskiego. Dowodem jest zapisek z 1965 roku: Teraz Polska wyzwoli świat spod najstraszniejszej komunistycznej tyranii. Powstaje nowy Jan, który bohaterskim marszem zerwie kajdany poza granicami narzuconymi przez komunistyczną tyranię. Pamiętajcie o nim. Błogosławię Polsce. Polska była dla niego ważna, na pocztówce zaadresowanej do polskiego dyplomaty, Witolda Korab-Laskowskiego w 1965 roku, przekazanej za pośrednictwem wspólnego przyjaciela, którym był neapolitański adwokat, napisał to, co przekazała mu Matka Boża: Do Witolda Laskowskiego, 2 lipca 1965 r. Świat chyli się ku upadkowi, ale Polska, dzięki nabożeństwom do mego Niepokalanego Serca, uwolni świat od straszliwej tyranii komunizmu, tak jak za czasów Sobieskiego z dwudziestoma tysiącami rycerzy wybawiła Europę od tyranii tureckiej. Powstanie z niej Nowy Jan, który poza jej granicami heroicznym wysiłkiem zerwie kajdany, nałożone przez tyranię komunizmu. Pamiętaj o tym. Błogosławię Polskę! Błogosławię Ciebie. Błogosławcie mnie. Ubogi ks. Dolindo Ruotolo – ulica Salvator Rosa, 58, Neapol.

Dlaczego akurat do Witolda Korab-Laskowskiego? Żyjący w latach 1900–1999 Laskowski był dyplomatą, działaczem społecznym i jedną z najważniejszych postaci polskiego Rzymu w czasie II wojny światowej oraz w latach powojennych. W trakcie działań wojennych pełnił funkcję sekretarza Polskiego Czerwonego Krzyża w Rzymie, gdzie organizował potajemną pomoc dla polskich uchodźców, współpracując m.in. z kardynałem Augustem Hlondem. Od 1945 roku pracował jako attaché prasowy Ambasady RP (rządu londyńskiego) przy Stolicy Apostolskiej pod kierownictwem ambasadora Kazimierza Papée, odpowiadając za sprawy wizowe, wymianę poufnych informacji politycznych oraz kluczowe kontakty z rządem włoskim. Po wycofaniu międzynarodowego uznania dla rządu londyńskiego Korab-Laskowski zajął się pomocą humanitarną. Jako dyrektor biura Komitetu Opieki Społecznej w Rzymie z wielkim oddaniem organizował wsparcie materialne, prawne i merytoryczne dla tysięcy polskich uchodźców, inwalidów wojennych oraz osób osadzonych we włoskich obozach przejściowych. Mimo dramatycznego braku funduszy i rygorystycznych kontroli ze strony władz, do końca walczył o godne warunki bytowe dla naszych rodaków. Obok działalności pomocowej zapisał się w historii Polonii jako animator polskiego życia kulturalnego we Włoszech. W 1950 roku, wspólnie z profesorem Nicolą Turchim, wydał ceniony przewodnik po katolickim Rzymie, który opisywał polskie pamiątki oraz szlak bojowy II Korpusu generała Władysława Andersa. Jego rzymskie mieszkanie stało się ważnym salonem towarzyskim i punktem spotkań polskiej elity niepodległościowej, goszczącym tak wybitne osobistości jak pianista Artur Rubinstein. Witold Korab-Laskowski pozostał na emigracji aż do śmierci w 1996 roku, a jego bogata spuścizna dokumentalna i korespondencja dyplomatyczna znajdują się obecnie w zbiorach Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie.

Otrzymaną od ks. Dolindo pocztówkę przekazał słowackiemu biskupowi mającemu szerokie kontakty w Watykanie, Pawłowi Hnilicy. Nota bene Laskowski był jego sekretarzem. A także dzięki licznym znajomościom – swoistym aniołem stróżem, chroniącym biskupa przed komunistycznym wywiadem.

Biskup Paweł Hnilica, to ten który  25 marca, na Kremlu, ukryty za wielką płachtą Prawdy, wymówił słowa poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, w ten sposób dopełniając nakaz Maryi objawiony w Fatimie. Hnilica po wstąpieniu do zakonu jezuitów w Bratysławie został potajemnie wyświęcony na księdza w roku 1950, a zaraz potem na biskupa w 1951 roku przez Roberta Pobożnego (1890-1972), biskupa Rożniawy. Dzięki temu sam mógł wyświęcić 27-letniego Jana Chryzostoma Koreca (1924-2015), biskupa (i przyszłego kardynała), który po dziewięciu latach potajemnej posługi kapłańskiej został aresztowany oraz skazany na dwanaście lat więzienia. 

W grudniu 1951 roku, kiedy biskup Hnilica został zmuszony by uciekać z kraju i wyjechać do Rzymu, Pius XII w pełni aprobował sposób działania Kościoła w Czechosłowacji, potwierdzając ważność jego potajemnych święceń i odrzucając wszelkie porozumienie z komunistycznym reżimem. W orędziu radiowym z 23 grudnia 1956 roku papież stwierdził: Zresztą po co z sobą rozmawiać, skoro nie ma się wspólnego języka, i jakże byłoby możliwe spotykać się na rozbieżnych drogach, tzn. gdy jedna ze stron uporczywie odrzuca wartości absolutne i zaprzecza im, tak iż wszelka koegzystencja w istocie jest niemożliwa?.
Dnia 13 maja 1964 roku, w czasie Soboru Watykańskiego II, Paweł VI ujawnił publicznie, że Hnilica jest biskupem – co do tamtej pory utrzymywano w tajemnicy. Ten nowy status pozwolił słowackiemu biskupowi wziąć udział w ostatniej sesji soboru, na której przyłączył się do Ojców Soboru, którzy domagali się potępienia komunizmu. Hnilica oświadczył w auli, że dokument soborowy Gaudium et Spes mówi tak mało o ateizmie, że to właściwie tak samo, jak nic nie powiedzieć. (AS, IV/2, ss. 629-631). Niestety, jego głos został wtedy – z ostrożności – wysłuchany, ale nie spowodował ostrzejszego stanowiska. Niemniej po wyborze Karola Wojtyły, biskup Hnilica pokazał pocztówkę papieżowi Janowi Pawłowi II

Jeszcze jedno łączy ks. Dolindo z Polską – otóż spowodował wykonanie wizerunku Jezusa, na podstawie tego, co widział w objawieniach. Obecnie zdjęcie tego obrazu (oryginał został skradziony dawno temu) wisi nad grobem mistyka. Obraz namalowała Lucia Altomare La Porta, malarka z Trani, według wskazówek ojca Dolindo i na podstawie wizerunku z Całunu Turyńskiego. Według wspomnień jej córki Anny, proces malowania był trudny. Artystka poprawiała i malowała wiele wizerunków, aż w końcu ks. Dolindo uznał, że otrzymany portret jest zbliżony do wizji, jakich doświadczał. Anna doskonale pamiętała jak do tego doszło, miała wtedy dziesięć lat. Do księdza ją i jej matkę przywiódł jej ojciec, Vittorio. Często obie przyjeżdżały na Msze Święte celebrowane przez mistyka. Po krótkim czasie zaczęły odwiedzać jego dom. 1 listopada 1960 roku ks. Dolindo został dotknięty wylewem i częściowym paraliżem ciała. Wtedy zaczął sprawować Eucharystię w swoim domu. Lucia pewnego dnia przywiozła mu w prezencie szkic jego twarzy, który wykonała na podstawie zdjęcia. Ojciec Dolindo przyjrzał się z uwagą portretowi i powiedział: Lucia, skoro jesteś tak dobrą malarką, musisz namalować mi Jezusa!” – „Namalujesz Go takim, jak ci opiszę: jasne i niebieskie oczy, włosy opadające na ramiona, w kolorze orzecha. A ponieważ Lucia umiała malować portrety tylko z fotografii, na wzór dał jej zdjęcia całunu turyńskiego…

W 2018 roku w Trani odbyła się wystawa obrazów Lucia Altomare La Porta – niestety, w Internecie nie zamieszczono jej prac poza jedną, którą reklamowano wernisaż (LINK).


Ale czemu piszemy o ks. Dolindo? Nie robimy tego dla sensacji. Ani nawet dlatego, że zajmował się Polską. Piszemy o tym, bo ten przyszły święty napisał obszerny komentarz do Apokalipsy, ostatniej księgi Nowego Testamentu. A także dlatego, że przewidział trudności, jakie są udziałem Kościoła. 

I widział, że nie pochłoną one Kościoła:

Kiedy wierzysz, że świat został oddany tyranom, a wszyscy sprzysięgli się przeciwko Kościołowi, to wiedz, że tron potwora jest podkopany i że rozpadnie się w mgnieniu oka, gdy uderzy w niego kamień z góry (por. Dn 2, 34 i nast.)”.
  

Czekamy na tłumaczenie książki na język polski, bowiem Apokalipsa jest Księgą doskonale spinającą Pisma Starego i Nowego Testamentu, zatem opinie o niej włoskiego mistyka muszą byc niezwykle ciekawe.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz