niedziela, 12 lipca 2026

Rafa - Bóg ozdrawia - kilka refleksji o książce pt. Ja, Pan, chcę być twoim lekarzem. Czy wiara może uleczyć?

 

Zanim napiszę o samej książce najpierw refleksja. Ostatnio nasz ulubiony historyk Leszek Żebrowski, na swoim kanale na You Tube (LINK), zaczyna każdy komentarz od polecania książek, zachęcając przy tym autorów, do tworzenia swoistych domowych book - crossingów. Polega to na kupowaniu kilku książek i referowaniu sobie ich nawzajem, względnie, wymienianiu się już przeczytanymi. Ma to swoje zalety, kiedy książkę poleca ekspert, co niewątpliwie ma miejsce w przypadku Pana Leszka. Ponieważ taki book-crossing działa przy mojej parafii, gdzie książki religijne może zostawić każdy, rodzą się zagrożenia o których chciałem dziś napisać. 

Dzięki temu book - crossingowi wszedłem w chwilowe posiadanie opisywanej dziś książki autorstwa Ojca Józefa Witko, OFM. Z okładki dowiedziałem się, że Ojciec jest postacią dla pewnych środowisk, kultową, skupiającą swoją aktywność na modlitwach o uzdrowienia. W książce sam przedstawia się następująco (str. 158): W swojej posłudze, którą pełnię już od ponad 20 lat, byłem świadkiem wielu znaków uzdrowień i uwolnień. Widziałem osoby wstające z wózka, porzucające kule, odzyskujące wzrok i słuch, powracających do zdrowia po chorobach nowotworowych, byłem świadkiem wydłużających się kończyn, i wielu innych cudownych znaków. Słyszałem i czytałem świadectwa osób, które brały udział we Mszach Świętych z modlitwą o uzdrowienie. Te osoby, po doświadczeniu uzdrowienia, przysyłały do mnie świadectwa, w których mogłem przeczytać o uzdrowieniach z glejaka mózgu, z choroby Hashimoto, stwardnienia rozsianego i wielu innych. Bezpłodne łona mogły rodzić nowe życie, zniewoleni odzyskiwali wolność, a chorzy zdrowie. Zatem i my możemy powrócić do zdrowia. 

I dokładnie o tym jest ta książka. Takie pozycje są zawsze trudne do opisu, podobnie jest z książkami typu: jak zostać bogatym i młodym, jak stać się przebojowym itd. Najprościej mówiąc, książkę się dobrze czyta, niemniej refleksja prowadzi do recepty, która jest, w tym przypadku, prosta: jest nią głęboka wiara w Pana Boga

Już na wstępie książka opatrzona jest klauzulą ks. Biskupa Pawła Sambora OFM, że dzieło nie zawiera treści sprzecznych z nauką Kościoła Katolickiego, jest świadectwem wiary, ale może stanowić przedmiot odmiennych opinii (co nie umniejsza jej wartości), o czym jeszcze poniżej. 

Autor rozpoczyna pełne cytatów z Pisma Starego i Nowego Testamentu rozważania, od wstępu wyjaśniającego, że każdy z nas jest umiłowanym dzieckiem Boga, a wiara jest z Nim relacją. Następnie podając konkretne przykłady wykazuje, że to my sami możemy być przyczynami naszych chorób. Jest tak między innymi dlatego, że nie potrafimy przebaczać. Czyli istnieje prosta relacja między przebaczeniem i wyzbyciem się żalu, a uzdrowieniem. Następnie dostajemy wykład na temat mocy jaką dysponujemy, jest to moc przeciwstawiania się złu w imię Jezusa. W tym miejscu pada konkretna rada autora: Wiara jest przestrzenią, gdzie jesteśmy mocni. Jeżeli działamy w wierze, wówczas każdy nasz wróg ucieknie, gdy mu się przeciwstawimy. Warto o tym pamiętać. Ja czynię to każdego dnia i widzę, że Słowo Boże działa. Zazwyczaj ujmuję tow następujących słowach: "W imię Jezusa przeciwstawiam się chorobie, bólowi, na przyjmuję ich i nakazuję im: Idź precz ode mnie i nie wracaj więcej". Dwa - trzy razy powtarzam te słowa i widzę, jak wróg ustępuje. 

Kolejny rozdział to dygresje mówiące, że diabłu należy się stanowczo przeciwstawić. Dokonuje się to zbliżeniem do Boga i wsłuchiwaniem w Jego słowo. Autor opisuje w tym rozdziale (ma to miejsce w książce kilka razy) swój sen, kiedy to Pan Bóg pokazał mu, że diabeł nie może niczego, że został już pokonany, a jedynym zagrożeniem jest grzech. Kolejny rozdział zajmuje się problemem przekleństw, rzucanych na nas przez innych i związku ich z chorobami. Lekiem na to jest postępowanie zgodnie z przykazaniami, modlitwa za rzucających przekleństwo i modlitwy do Boga (podane są przykładowe). Rozdział o uzdrowieniach zawiera wiele świadectw uzdrowień dokonywanych podczas Mszy Świętych w intencji uzdrowienia. Pojawia się świadectwo tzw. upadku w Duchu Świętym (jest też modlitwa językami), a sam autor wielokrotnie czuje, jak ktoś zostaje uzdrowiony. Na końcu pojawia się kilka sposobów modlitwy o uzdrowienie z różnych problemów zdrowotnych, które autor radzi dostosować do swoich potrzeb. Ogólnie są to swoistego typu rozkazy, wydawane przez chorego w imieniu Pana Jezusa. Przykładowo: W imieniu Jezusa rozkazuję, by artretyzm, ból, reumatyzm, natychmiast mnie opuściły.

W imieniu Jezusa rozkazuję wszelkiemu bólowi: opuść moje ciało. Itd.

Zdjęcie pochodzi ze strony: LINK

Szczerze mówiąc, mam problem z tą książką. Świadectwa są cenne, niemniej wydaje mi się, że autor zbyt mocno przekierowuje czytelnika na siebie. Bo czy sam rozkaz wystarczy? Czy nie ma też potrzeby woli Pana Boga, by uzdrowienie się dokonało? I druga sprawa, Pan Jezus owszem, uzdrawiał, ale czy nie było tak, że stosował różne sposoby, w zależności od sytuacji? Owszem były polecenia wydawane przez Niego (wstań, przejrzyj, itd). Ale były też: uzdrowienia przez dotyk, przez położenie rąk, na odległość samą wolą, wydając zgodę na dotknięcie. Kilka razy Jezus użył też śliny i błota. Uzdrowienia czasem dokonywały się stopniowo, były odpowiedzią na wiarę, dokonywały się przez odpuszczenie grzechów, wypędzanie złych duchów, wskrzeszanie zmarłych, a nawet na prośbę innych (Łazarz). 

Najważniejszy wniosek płynący z Ewangelii jest taki, że nie istniała jedna stała „metoda” uzdrawiania. Jezus nie stosował jednego rytuału ani schematu. Ewangelie ukazują, że działał z autorytetem i mocą w sposób dostosowany do konkretnej osoby i sytuacji, a uzdrowienie było znakiem nadejścia Królestwa Bożego. 

Druga sprawa, która bardzo mnie zastanawia to fakt, że zazwyczaj sytuacje ekstremalne są dla mnie trudne do dopuszczenia. Chodzi tutaj o częstotliwość uzdrowień. Posłuchajmy co na ten temat mówi ks. Profesor Wojciech Węgrzyniak:


Ksiądz Profesor jasno stwierdza, że Apostołowie dostali bezpośrednie przyzwolenie od Pana Jezusa i wyjaśnia, dlaczego dziś uzdrowienia nie są tak powszechne...

Jakiś czas temu słuchałem intensywnie na YT homilii pewnego księdza. Opowiadał, że został kapłanem, bo w Medjugorie objawiła mu się Matka Boska. Niemal każda jego homilia opisywała dziwne przypadki opętań i zjawisk z jakimi spotykał się w sowim kapłańskim życiu. Ksiądz ten przestał przez to i przez swoistego rodzaju egzaltację, być dla mnie wiarygodny, a ostatnio popadł w złe relacje, został też oskarżony o głoszenie nauki niezgodnej z naszą wiarą. 

Nie będę wyciągał zbyt dalece idących wniosków, niemniej ruch charyzmatyczny spotyka się z krytyką konserwatywnych środowisk w Kościele. Modlitwa językami tym bardziej, ponieważ nikt owych języków nie rozumie. Przytoczmy fragment Dziejów Apostolskich:

I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. "Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami?" - mówili pełni zdumienia i podziwu. "Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? - I Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże." Zdumiewali się wszyscy i nie wiedzieli, co myśleć: "Co ma znaczyć?" - mówili jeden do drugiego (LINK)...

Resztę pozostawiam do oceny czytelnikom.

O. Józef Witko, Rafa - Bóg Uzdrawia. Ja, Pan, chcę być twoim lekarzem, Espirit,  

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz